Gdzie jest granica ludzkiej wytrzymałości?

Umówić się

Wydawnictwo „MYTH” opublikowało książkę dziennikarza sportowego i byłego sportowca Alexa Hutchinsona „Endurance”. Umysł, ciało i niezwykle elastyczne granice ludzkich możliwości ”. W niej analizuje granice możliwości ludzkiego ciała – nie tylko na przykładzie wyczynowych sportów, ale także na przykładzie wielu sytuacji życiowych. Projekt Mail.ru Health publikuje fragment jednego z rozdziałów.

Kto pierwszy przebiegnie milę w mniej niż 4 minuty?

Pewnej chłodnej sobotniej nocy w lutym 1996 roku na kampusie Sherbrooke w Quebecu po raz kolejny zastanawiałem się nad jedną z największych tajemnic wytrzymałości. Zapytał o to John Landy, solidnie zbudowany Australijczyk, drugi człowiek w historii, który przebiegł milę w mniej niż cztery minuty, co jest jedną z najsłynniejszych sekund w sporcie.

Wiosną 1954 roku, po latach ciężkiej pracy, ponad stuleciu rywalizacji czasowej i tysiącleciach ewolucji, Roger Bannister pokonał go w 4-minutowym okresie zaledwie o 46 dni.

Latem tego samego roku, na Igrzyskach Wspólnoty Narodów, po raz pierwszy i jedyny, dwaj biegacze, którzy przebiegli milę w mniej niż cztery minuty w tym czasie, spotkali się twarzą w twarz. Najbardziej dramatyczny moment tego wyścigu został uwieczniony na licznych plakatach, aw Vancouver odsłonięto nawet ogromny posąg sportowca. Przez większość wyścigu Landy prowadził, ale tuż przed metą spojrzał przez lewe ramię – akurat wtedy, gdy Bannister wślizgnął się w prawą stronę. Ta sekunda porażki po raz kolejny pokazała, że ​​był on, jak napisano w nagłówkach brytyjskich gazet, „prawie zwycięzcą”.

Ale sekret Landy nie polega na tym, że nie był wystarczająco dobry. Wręcz przeciwnie – był bardzo dobry. W pogoni za rekordem ten sportowiec przebiegł sześć razy milę w 4:02 w różnych konkurencjach i ostatecznie stwierdził:

„Szczerze mówiąc, myślę, że mila w cztery minuty przekracza moje możliwości. Wydaje się, że dwie sekundy to niewiele, ale dla mnie to jak próba przebicia się przez ceglaną ścianę ”.

Następnie, niecałe dwa miesiące po tym, jak Bannister dotarł, Landy przebiegł milę z czasem 3: 57,9 (oficjalny rekord w rankingu to 3: 58,0, ponieważ wtedy zwyczajowo zaokrąglał wynik do najbliższej jednej piątej sekundy. ). Wygrał prawie cztery sekundy od swojego najlepszego wyniku i był prawie 14 metrów przed czterominutowym tempem – co za szybki, piękny i jednocześnie gorzki smak!

Dlaczego nauka nie pomaga w bieganiu?

Jak wielu milowych biegaczy przed i po, byłem fanem Bannisterów. Na moim nocnym stoliku wypisane było raczej kiepskie wydanie jego biografii, której nauczyłem się prawie na pamięć. Ale zimą 1996 roku, patrząc na siebie w lustrze, coraz częściej widziałem Landy. Od piętnastego roku życia próbuję pokonać swój czterominutowy znak 1500 metrów – skromniejszy niż cztery minuty na milę, ponieważ dystans ten przebiega o około 17 sekund szybciej. W liceum przebiegłem 1,5 km w 4:02, a potem, podobnie jak Landy, wpadłem w ślepy zaułek, powtarzając swoje wyniki w kółko przez cztery lata.

I tak, jako 20-letni student trzeciego roku McGill University, zacząłem myśleć, że osiągnąłem swój limit.

Pamiętam, jak na początku sezonu, podczas długiej jazdy autobusem z Montrealu do Sherbrooke, gdzie wraz z moim zespołem pojechaliśmy na małą imprezę na jednym z najwolniejszych torów w Kanadzie, wyjrzałem przez okno na wirujący śnieg i zastanawiałem się czy kiedykolwiek nadejdzie moja długo oczekiwana chwila transformacji, jak Landy?

10 sportowców, którym genetyka pomogła odnieść sukces – w naszej galerii:

Słyszeliśmy już tę, być może apokryficzną historię, że projekt toru na arenę w Sherbrooke został wykonany przez studentów wydziału inżynierii uniwersytetu w ramach pracy naukowej. Otrzymawszy zadanie obliczenia optymalnych kątów nachylenia zakrętów dla 200-metrowego toru, pobrali dane dotyczące przyspieszenia dośrodkowego światowej klasy sprinterów na dystansie 200 metrów, zapominając o tym, co najważniejsze: niektórzy biegacze biegają więcej niż jeden podołek.

Rezultatem jest coś więcej jak ścieżka rowerowa niż bieżnia. Zakręty były podniesione tak stromo, że większość sprinterów nie mogła zbiegać po zewnętrznych pasach bez zjeżdżania. Dla biegaczy średniodystansowych, takich jak ja, nawet wewnętrzny tor był strasznie niewygodny, a biegi ponad milę trzeba było pokonywać na wewnętrznym torze rozgrzewkowym.

Żeby spełnić cztery minuty, musiałbym biec, uważnie sprawdzając każdy krok i pokonywać każde okrążenie w tempie zaledwie dwie dziesiąte sekundy szybciej niż mój najlepszy wyścig 4: 01,7. Postanowiłem, że przy braku godnej konkurencji tor roller coaster w Sherbrooke nie jest miejscem, w którym chce się dokonać takiego wysiłku. Postanowiłem biegać tak łatwo, jak to tylko możliwe, oszczędzając energię na przyszłotygodniowe zawody. W moim poprzednim wyścigu Tambra Dunn z naszego zespołu przebiegła 1500 m. Nieustraszenie wystąpiła do przodu niemal natychmiast i uciekła daleko od swoich rywali, jak metronom, który sam odskakuje koło za okręgiem. Tambra skończyła, znacznie poprawiając swój rekord życiowy i spełniła standard uczestnictwa w uniwersyteckich mistrzostwach kraju.

Nagle wszystkie rozsądne obliczenia i niekończące się strategie wydały mi się śmieszne i męczące. Jestem tu, aby konkurować, dlaczego nie po prostu biegać z pełną mocą?

Maraton szybciej niż dwie godziny: jak?

Po Rogerze Bannisterze rozpoczęła się „globalna powódź”. Przynajmniej tak często opowiada się tę historię. Typowe dla tego gatunku jest książka z praktycznymi poradami z 2006 roku The Winning Mind Set, napisana przez Jima Brolta i Kevina Seamana, w której przykład Bannistera pokonania mili w cztery minuty jest używany jako przypowieść o znaczeniu wiary w siebie.

„W ciągu roku 37 więcej osób zrobiło to samo” – piszą autorzy. „Po kolejnym roku ponad 300 biegaczy pokonało milę w cztery minuty”. Te niewiarygodne (a właściwie fikcyjne) fakty są głównym tematem seminariów motywacyjnych iw Internecie: gdy tylko Bannister pokazał drogę, inni nagle przełamali swoje psychologiczne bariery i ujawnili swój prawdziwy potencjał .

Wraz ze wzrostem pasji związanej z możliwością przebiegnięcia maratonu w mniej niż dwie godziny, ta książka coraz częściej pojawia się jako dowód na to, że to nowe wyzwanie jest również przede wszystkim psychologiczne. Tymczasem sceptycy argumentują, że wiara nie ma z tym nic wspólnego i że ludzie w formie, która jest dziś osiągalna, po prostu nie są w stanie biegać tak szybko i przez długi czas.

Ta debata, podobnie jak ta, która miała miejsce sześćdziesiąt lat temu, stanowi wspaniałą platformę eksperymentalną w świecie rzeczywistym do badania różnych współczesnych teorii dotyczących wytrzymałości i ograniczeń ludzkiego ciała. Aby jednak wyciągnąć jakiekolwiek znaczące wnioski, ważne jest prawidłowe przedstawienie faktów.

Po pierwsze, Landy stał się jedynym, który dołączył do czterominutowego klubu milowego rok po rekordzie Bannistera, a tylko czterech poszło za nim w następnym roku. Dopiero w 1979 roku – ponad dwadzieścia lat później – hiszpańska gwiazda Jose Luis Gonzalez został 300. biegaczem, który pokonał tę barierę.

Nagły przełom Landy po wielokrotnym uderzeniu w ścianę to nie tylko myśl o mięśniach.

Wszystkie sześć jego porażek zostało popełnionych na małych lokalnych zawodach w Australii, gdzie konkurencja jest niska, a pogoda często niesprzyjająca. Wiosną 1954 roku wyruszył w dłuższą trasę koncertową po Europie, gdzie konkurencja jest większa, a bieżnie lepsze i szybsze. Zaledwie trzy dni po przybyciu stwierdził, że Bannister już go wyprzedził.

W Helsinkach Landy po raz pierwszy pobiegł z pacerem, lokalnym biegaczem, który przez pierwsze półtora okrążenia narzucił szybkie tempo. Co najważniejsze, miał prawdziwego konkurenta – Chrisa Chatawaya, jednego z dwóch biegaczy, którzy pomogli Bannisterowi przebiec jego pierwszą czterominutową milę. I deptał Landy’emu po piętach aż do startu ostatniego okrążenia. Nietrudno uwierzyć, że Landy zrobiłby to w cztery minuty tego dnia, nawet gdyby Bannister nie istniał.

Ale nie mogę całkowicie zaprzeczyć roli rozumu, w dużej mierze z powodu tego, co wydarzyło się po moim przełomie.

W kolejnych konkurencjach po Sherbrooke pokonałem podobny dystans w 3:49.

Następnie po raz kolejny, będąc jednocześnie podekscytowanym i podekscytowanym, przekroczył linię mety o 3:44, co dało mu prawo do zakwalifikowania się na Letnie Igrzyska Olimpijskie w tym roku. W trzech startach jakoś się zmieniłem. Na YouTube jest wideo z eliminacji z 1996 roku. Kamera zatrzymuje się na mnie przed startem finału na odległości 1500 m (stoję obok Grahama Hooda, ówczesnego rekordzisty Kanady) i widać ode mnie, że nie bardzo rozumiem jak ja dostałem się tam. Oczy mi się rozglądają w panice i wydaje mi się, że jeśli spojrzę w dół, nadal znajdę się w piżamie.

Jak działa mechanizm zmęczenia?

Przez następne dziesięć lat wielokrotnie próbowałem dokonać podobnych przełomów, ale rezultaty były wyraźnie mieszane. Świadomość (lub wiara), że wszystkie ograniczenia są w naszej głowie, nie czyni ich mniej realnymi podczas zawodów. I to nie znaczy, że możesz po prostu zdecydować się je zmienić. Zresztą przez te wszystkie lata moja głowa, ku mojemu rozczarowaniu i konsternacji, powstrzymywała mnie tak często, jak pchała mnie do przodu.

Jak powiedział uczestnik igrzysk olimpijskich Ian Dobson, próbując zrozumieć własne sukcesy i porażki, „takie wyniki powinny mieć wyjaśnienie matematyczne, ale takiego nie ma”. Szukałem też wzoru, który pozwoliłby mi raz na zawsze obliczyć moje granice. Gdybym wiedział, że biegnę z maksymalną prędkością dla mojego ciała, bez żalu zostawiłbym ten sport.

W wieku dwudziestu ośmiu lat, po bardzo niestosownym złamaniu kości krzyżowej na trzy miesiące przed kwalifikacjami do Igrzysk Olimpijskich w 2004 roku, w końcu zdecydowałem się przejść dalej. Wróciłem na uniwersytet, ukończyłem dziennikarstwo, a potem zacząłem pracować jako dziennikarz ogólny w gazecie w Ottawie.

Ale te same pytania nadal mnie dręczyły. Dlaczego biegu nie można obliczyć matematycznie? Co powstrzymało mnie przed zrobieniem tak długiego czasu w cztery minuty i co się zmieniło, kiedy to zrobiłem? Rzuciłem gazetę i jako wolny strzelec zacząłem pisać o sportach wytrzymałościowych: nie tyle kto wygrał i kto przegrał, ale dlaczego. Przestudiowałem literaturę naukową i odkryłem, że toczy się bardzo ożywiona (a czasem okrutna) debata na te tematy.

Przez większość XX wieku fizjolodzy rozwiązują niesamowity problem, próbując zrozumieć mechanizm zmęczenia. Odcięli tylne nogi żabom i doprowadzili do skurczu mięśni, aż przestały drgać, nosili nieporęczny sprzęt laboratoryjny podczas wypraw na szczyty Andów, wyczerpali tysiące ochotników na bieżniach i w komorach termicznych, zmuszając ich do przyjmowania wszelkiego rodzaju narkotyków. . Uformował się mechanistyczny, prawie matematyczny pogląd na ludzkie ograniczenia: jak samochód z klockiem na pedale gazu, jedziesz, aż skończy się gaz w zbiorniku lub zagotuje się chłodnica, a potem się zatrzymujesz.

Ale to nie jest pełny obraz. Wraz z pojawieniem się wyrafinowanych technik pomiarowych i możliwości manipulowania mózgiem, naukowcy w końcu mają wyobrażenie o tym, co dzieje się z neuronami i synapsami, gdy jesteśmy zmuszeni do maksymalnego wykorzystania. Okazuje się, że niezależnie od stresu – upału lub zimna, głodu lub pragnienia, bólu mięśni, być może toksycznego kwasu mlekowego – w wielu przypadkach ważny jest sposób, w jaki mózg interpretuje sygnały niepokoju. Wraz z nowym zrozumieniem roli mózgu pojawiają się bezprecedensowe, czasem niejednoznaczne możliwości.

Red Bull eksperymentował z przezczaszkową stymulacją prądem stałym w swojej siedzibie w Santa Monica, podłączając elektrody do mózgów profesjonalnych triathlonistów i kolarzy na wysokim poziomie w poszukiwaniu fizycznych ograniczeń. Finansowane przez brytyjskie wojsko komputerowe badania treningu mózgu w celu poprawy wytrzymałości żołnierzy przyniosły zdumiewające wyniki.

Nawet manipulowanie podświadomością może zwiększyć lub zmniejszyć wytrzymałość: uśmiechnięta twarz migająca przez 16 milisekund poprawia wydajność jazdy na rowerze o 12% w porównaniu do zmarszczonej twarzy.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat, odwiedzając laboratoria w Europie, Afryce Południowej, Australii i Ameryce Północnej, rozmawiałem z setkami naukowców, trenerów i sportowców, którzy z równą pasją próbują rozszyfrować tajemnicę wytrzymałości.

Zacząłem od pomysłu, że mózg odgrywa ważniejszą rolę, niż się powszechnie uważa.

Okazało się to prawdą, ale nie wszystko jest tak proste, jak piszą w książkach o samorozwoju, gdzie „wszystkie problemy są w głowie”. Wręcz przeciwnie, mózg i ciało są ze sobą silnie połączone i aby zrozumieć, co wyznacza nam granice w danych okolicznościach, należy je rozpatrywać razem. To właśnie robią naukowcy, o których dowiesz się, czytając tę ​​książkę. Niesamowite wyniki ich badań pozwalają mi wierzyć, że jeśli chodzi o przekraczanie naszych granic, to dopiero początek.

Julia Wisniewski
Julia Wisniewski
Rate author