Wakacje w Ameryce (część 2)

Przeczytaj pierwszą część artykułu tutaj. Podróż z Waszyngtonu do nadmorskiego miasteczka Virginia Beach zajęła nam 3 godziny. W tym czasie wcale nie byłem zmęczony, bo jak już wcześniej wspomniałem, drogi w Stanach są bardzo wygodne, przystosowane do podróży. Do tego migające za oknem krajobrazy w ogóle nie pozwalały się nudzić. Czasami droga prowadziła wzdłuż oceanu, wtedy można było podziwiać piękne wybrzeże lub zobaczyć w oddali duże okręty wojenne.

Gdy droga prowadziła przez las, często spacerowały nią sarny, wiewiórki i inne leśne zwierzęta. I oczywiście amerykańska infrastruktura drogowa wydawała się niezwykła. Istnieje wiele moteli, sklepów, salonów i wspaniałych miejsc na lunch lub kolację. Czasami na torach można zobaczyć znaki zachęcające do odpoczynku od drogi i odwiedzenia muzeum. W tym celu wystarczy zjechać z drogi odpowiednim zjazdem, a budynek muzeum będzie znajdował się kilka metrów od autostrady. Po drodze napotkaliśmy muzea wojskowe, muzeum lotnictwa, muzeum historii Ameryki oraz pomnik weteranów wojny koreańskiej.

Virginia Beach to miejscowość wypoczynkowa z najdłuższymi plażami publicznymi. Znajdują się tu również trzy duże amerykańskie bazy wojskowe. Bardzo często myśliwce wojskowe latają po niebie, robiąc dużo hałasu. Ale miejscowi traktują to ze zrozumieniem, widziałem nawet naklejki na ich samochodach – „Uwielbiam hałas samolotów”. Ogólnie rzecz biorąc, wojsko jest tutaj traktowane z szacunkiem i czcią. Dla osób w mundurach są specjalne zniżki w kawiarniach, restauracjach, centrach rozrywki. Kiedy lecieliśmy z Wirginii do Las Vegas, w samolocie był z nami żołnierz. Przed startem stewardesa oznajmiła przez zestaw głośnomówiący, że leci z nami wojskowy, który wykonuje za nas swoje obowiązki i wszyscy zaczęli go radośnie bić brawami. Bardzo mnie to uderzyło.

Pomimo tego, że co roku przyjeżdżają tu na wypoczynek tysiące turystów, miasto wygląda bardzo czysto i wygodnie. Plaże są codziennie czyszczone i przesiewane. Okolica, w której mieszkaliśmy, jest daleko od centrów turystycznych, więc tutaj mogłem zobaczyć codzienne życie Amerykanów.

Byłem mile zaskoczony faktem, że miejscowi nieustannie uprawiają sport! Biegają, prawie wszyscy i zawsze – rano, po południu, wieczorem; w parkach, wzdłuż drogi, oceanu czy nawet w centrum miasta. Biegają ludzie młodzi, emeryci i osoby ze sztucznymi kończynami. Zdarza się, że rano wychodzisz z domu po gazetę, ktoś biegnie lub przejeżdża na rolkach lub rowerze. Na pewno przywitają się, zapytają, jak się masz i życzą miłego dnia. Taka dobra wola natychmiast poprawia nastrój i pojawia się energia i nastrój na udany, owocny dzień. Szybko przyzwyczajasz się do tego stylu komunikacji i wkrótce sam stajesz się tym samym „uśmiechniętym”. Bardzo podoba mi się to w Amerykanach. Słyszałem od wielu Rosjan, że Amerykanie uśmiechają się nieszczerze i nienaturalnie. Jestem gotów się z tym kłócić, ponieważ uśmiech jest w każdym razie pozytywnym i dobrym nastrojem.

W mieście jest wiele miejsc, w których można odpocząć i miło spędzić czas. Jest wiele restauracji, w których można znaleźć kuchnie, jak mi się wydawało, niemal ze wszystkich narodów świata. Ceny w restauracjach są zupełnie normalne. Średni rachunek na osobę to około 20-30 $. Są oczywiście pretensjonalne restauracje, w których obiad będzie kosztował dwa razy więcej, ale nie pożałujesz, bo najprawdopodobniej będzie to niesamowicie piękne miejsce i pyszne jedzenie. Kiedyś jedliśmy obiad w takiej restauracji. Nasz stół był z widokiem na ocean, w pobliżu płonął kominek i grała muzyka na żywo. Bardzo romantyczne miejsce!

Oprócz restauracji Virginia Beach ma wiele parków i atrakcji dla dzieci. Małe parki i place zabaw są zwykle bezpłatne; znajdują się nad oceanem lub w pobliżu dużych centrów handlowych. W przypadku płatnych parków musisz przeznaczyć cały dzień, ponieważ są one bardzo duże, a obejście ich zajmie dużo czasu. Odwiedziliśmy Park Wodny Big Monkey. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie – zarówno dorośli, jak i najmniejsze dzieci. Możesz po prostu popływać w basenie, w którym okresowo doganiają silne fale. Można się pobawić na atrakcji, w której woda powoli zbiera się do gigantycznego wiadra, które nagle przewraca się na wszystkich stojących w pobliżu. Dla miłośników sportów ekstremalnych są specjalne spiralne zjeżdżalnie, które wypluwają Cię do wody z dużą prędkością. Są też cichsze slajdy

Cała część parku jest zarezerwowana dla najmłodszych, w której znajdują się brodziki, mini zjeżdżalnie, kolejka tubingowa i wiele więcej. I oczywiście są wygodne szatnie i prysznice, w których można przebrać się we wszystko, co suche.

Pomimo dużej liczby restauracji, parków, kawiarni i barów większość lokali jest zamknięta już o 22:00. Pewnego dnia po wyjściu do kina postanowiliśmy gdzieś usiąść i napić się koktajlu. Okazało się, że bardzo trudno jest znaleźć miejsce otwarte przynajmniej do 11.

Jedną z głównych atrakcji Virginia Beach jest Virginia Aquarium & Marine Science Center. Jest domem dla około 12 000 mieszkańców morza. Akwarium jest naprawdę ogromne. Składa się z dwóch budynków połączonych ścieżką na świeżym powietrzu, gdzie można zobaczyć rośliny i zwierzęta. W akwarium występują różne rodzaje rekinów, ryb, krabów, glonów. W pobliżu każdego eksponatu znajduje się pracownik muzeum, który chętnie opowie o cechach tego gatunku. Ciekawostką jest fakt, że pracują tu głównie wolontariusze, czyli osoby pracujące z entuzjazmem są całkowicie bezpłatne. Dlatego większość personelu to emeryci. Oprócz mieszkańców morza w muzeum znajdują się ptaki, gady i niektóre płazy.

Kolejnym miejscem wartym odwiedzenia jest zoo. Znajduje się 40 minut od Virginia Beach w Norfolk. W zoo znajdują się zwierzęta z różnych kontynentów – żyrafy, słonie, antylopy, małpy, orangutany, tapiry, nosorożce, tygrysy, lwy i wiele innych. Przede wszystkim podobał mi się fakt, że zwierzęta nie przebywają w ciasnych klatkach, jak to często bywa w naszych ogrodach zoologicznych, ale w ogromnych, obszernych zagrodach, które oczywiście są chronione przed obserwatorem, ale przeszkoda nie jest szczególnie zauważalna. Stworzono znajomy krajobraz dla każdego gatunku zwierząt. Na przykład skały są stworzone dla lwów, na które lubią się wspinać i wygrzewać w słońcu.

Charlottesville to małe miasteczko uniwersyteckie o bardzo bogatej historii. Znajduje się na północny zachód od Virginia Beach, w otoczeniu gór. Miasto jest małe, liczy nieco ponad 40 000 mieszkańców. Charlottesville było miejscem narodzin Thomasa Jeffersona, trzeciego prezydenta Ameryki, który jest najbardziej znany z przyjęcia Deklaracji Niepodległości w 1776 roku, a także z założenia słynnego Uniwersytetu Wirginii w Charlottesville.

Wybraliśmy hotel w sercu kampusu. Hotel jest niedrogi, ale bardzo przytulny. W pokoju jest wszystko, czego potrzebuje student – łóżko, biurko, deska do prasowania, żelazko, lodówka. Przede wszystkim pamiętam widok z okna, bezpośrednio pod naszymi oknami znajdowało się boisko do piłki nożnej, na którym codziennie odbywały się imprezy studenckie – treningi, mecze piłki nożnej, zawody, próby koncertów studenckich oraz dziewczyny z pomponami z grupy cheerleaderek. Wszystko, co pokazują amerykańskie filmy o studentach. Ta lokalizacja sprawiła, że ​​hotel poczuł się częścią amerykańskiej kultury studenckiej.

University of Virginia znajduje się na liście 20 najlepszych uniwersytetów w Ameryce Północnej. Główny kampus instytutu (rotunda) jest wykonany w klasycznym stylu, zaprojektowany przez samego Thomasa Jeffersona i jest otwarty dla publiczności. Wewnątrz jest to duża okrągła sala z kopułowym sufitem, który wygląda bardzo elegancko.

Spacerując po kampusie, udało nam się zobaczyć pokoje, w których mieszkają studenci. Dwa duże budynki uniwersytetu, położone w dość dużej odległości od siebie, łączy dwupiętrowy korytarz. Pokoje studenckie znajdują się w tym wbudowanym korytarzu. Przy każdych drzwiach znajduje się tablica magnetyczna, na której młodzi ludzie piszą do siebie wiadomości, jeśli właścicieli pokoju nie ma w domu. Przed niektórymi drzwiami były jakieś garnki, patelnie do gotowania. Wiele drzwi było otwartych i można było zobaczyć wnętrze pokoju. Pokoje są bardzo małe, mają tylko 1-2 łóżka i stół. Studenci, których widziałem w pokojach, byli zajęci nauką. Ktoś leżał na łóżku z laptopem, ktoś czytał książkę przy stole. Niemal we wszystkich pokojach panował bałagan – ubrania, sprzęt sportowy, książki, zeszyty – wszystko leżało w jednym stosie. W niektórych pokojach widzieliśmy drabinę prowadzącą na piętro.

Charlottesville ma bardzo bogate życie sportowe. Jest wiele kortów tenisowych, na których można grać całkowicie bezpłatnie, boiska do siatkówki, piłki nożnej, choreografie i zajęcia taneczne. Wieczorem po zajęciach większość uczniów udaje się na boiska sportowe. Przez cały czas, który tam spędziliśmy, nie widzieliśmy ani jednej osoby z piwem lub innym napojem alkoholowym. Myślę, że dzieje się tak nie tylko dlatego, że picie napojów alkoholowych na ulicy jest zabronione, ale także dlatego, że kultura tutaj jest zupełnie inna i dla studentów o wiele ciekawsze jest uprawianie sportu lub uczestniczenie w życiu publicznym instytutu niż picie alkoholu za parami.

Centralna ulica w Charlottesville nazywa się Centrum handlowe Downtown (centrum handlowe Downtown). To historyczne centrum miasta, które jest deptakiem z setkami małych sklepików, sklepów z pamiątkami i restauracji. Na początku ulicy znajduje się lodowisko, na którym grają znane amerykańskie drużyny hokejowe. Zimą w centrum centrum handlowego zalewane jest lodowisko, na którym każdy może jeździć. Znaleźliśmy się na tej ulicy 11 września. Zbliżając się do środka ulicy, naszą uwagę zwróciły wozy strażackie stojące w samym jej centrum. Zbliżając się do końca ulicy, wzrosła liczba samochodów – pojawiły się karetki, pogotowie ratunkowe, oddziały intensywnej terapii, służby ratownicze, policja. Myśleliśmy, że coś się stało. Doszedłszy do końca ulicy, w końcu stało się jasne, o co chodzi. W tylnej części ostatniego samochodu znajdowała się stalowa belka, na której napisano: że jest to belka z jednego z tragicznie zawalonych bliźniaczych budynków. Wokół stali policjanci w mundurach, a nieco dalej, na otwartej scenie, chór śpiewał na pamiątkę zabitych tamtego niefortunnego dnia. Wszystko to wyglądało jednocześnie majestatycznie i smutno.

Inną ważną atrakcją w Charlottesville jest posiadłość Monticello. To jest dom, w którym Thomas Jefferson spędził ponad 50 lat swojego życia. Dwór powstał według własnego projektu, który kilkakrotnie zmieniał i przebudowywał. Na parterze znajduje się winda ukryta za kominkiem, która zjeżdża do piwnicy na wino. Osiedle jest interesujące nie tylko ze względu na design, ale także materiały, z których jest wykonane. Na przykład cegłę do niej sprowadzono z Anglii, a resztę materiałów, w tym gwoździe, Jefferson wyprodukował na miejscu.

Monticello znajduje się na górze, do domu trzeba dostać się serpentyną. W niektórych miejscach wzloty i upadki są bardzo strome, więc jeśli nie znasz drogi, lepiej jechać powoli i ostrożnie. Droga jest bardzo malownicza, w niektórych miejscach widać, jak po niej rozprzestrzeniają się chmury. Niestety nie mogliśmy podjechać do samego osiedla, gdyż było ono zamknięte z powodu odbudowy.

W pobliżu domu Monticello znajduje się winiarnia, w której można wybrać się na wycieczkę i skosztować najlepszych win Wirginii.

Po wizycie w Charlottesville ponownie chciałem zostać studentem i dołączyć do tego aktywnego, pełnego wydarzeń życia edukacyjnego.

Niedaleko Charlottesville, w górach, znajduje się zimowy ośrodek narciarski Wintergreen . Ponieważ byliśmy tam poza sezonem, jesienią, kiedy nadal nie ma śniegu, wczasowiczów było bardzo niewielu, a większość kawiarni, restauracji i innych lokali rozrywkowych była zamknięta. Mimo to spędziliśmy wspaniały czas i zobaczyliśmy piękną, naturalną przyrodę.

Wintergreen jest podzielony na dwie części. W pierwszej, która znajduje się na niższym poziomie góry, skupione są wszystkie hotele i większość restauracji. Druga część ośrodka jest nieco wyższa i jest najbliżej natury. Tutaj można znaleźć szlaki turystyczne, które schodzą ze szczytu góry na sam dół. Spacer potrwa bardzo długo, więc buty muszą być odpowiednie. Znajduje się tu również rezerwat przyrody. Niedaleko drogi znaleźliśmy platformę widokową z zapierającym dech w piersiach widokiem na góry. Nie trzeba dodawać, że powietrze tutaj jest niesamowite!

Niedaleko drogi odkryliśmy teren kortu tenisowego. Sądy są rozmieszczone na poziomach, po 3-4 korty na poziom. Schodząc z góry coraz niżej, natrafiamy na takie miejsca. Wszystkie korty były dostępne do gry, ale niestety nie wiedzieliśmy o tym i nie zabraliśmy ze sobą rakiet. Nawierzchnia jest prawdziwa, jak na profesjonalnych kortach.

Obok kortów tenisowych znajdują się pola golfowe. Widzieliśmy tutaj sporo graczy. Ogólnie rzecz biorąc, Amerykanie bardzo kochają tę grę. Szczególnie piękne są pola golfowe w górach. Niedaleko od terenów sportowych znajdowała się mała restauracja. Chciałbym o nim porozmawiać osobno.

Restauracja znajduje się bezpośrednio na górze. Wchodząc do niej najpierw znajdziesz się w długim korytarzu, w którym sprzedawany jest sprzęt golfowy. Nieco dalej zaczyna się sama sala restauracyjna. Poprosiliśmy o stolik na zewnątrz, a kelner odprowadził nas na tylny taras. Był stąd niesamowity widok! Tuż przed naszym stołem rośnie drzewo z kilkoma jagodami, a za drzewami widać zejście z góry. Czułem, że jesteśmy sami na tej górze. Zamówiliśmy zupę, sałatkę i sernik. Wszystko było niesamowicie smaczne, a ceny zaskakiwały niską ceną.

Po całym dniu spędzonym na łonie natury, usatysfakcjonowani i trochę zmęczeni zeszliśmy do naszego samochodu i znaleźliśmy w pobliżu jakieś dziwne zwierzę. Był wystarczająco duży i wcale się nas nie bał, więc nawet udało mi się go sfotografować. To był wspaniały koniec tego wspaniałego dnia.

Las Vegas to miejsce, do którego chcesz wracać. O Las Vegas pisałem już w artykule „Podróżowanie po Ameryce”, ale kiedy przyjechałem tu po raz drugi, zobaczyłem to w nowy sposób. Każdy, kto przyjeżdża do Las Vegas, realizuje tutaj własne cele i interesy, ale prawdopodobnie większość ludzi przyjeżdża tutaj, mimo wszystko, mając nadzieję na dobrą zabawę. Nic dziwnego, że drugie imię Las Vegas to miasto grzechu. Nalewają tu rzeki alkoholu, prawie każdy hotel ma swój pokaz erotyczny, na głównej ulicy Las Vegas Boulevard, Meksykanie na każdym kroku rozdają ulotki z reklamami i kontaktami dziewcząt o łatwej cnocie. Niemniej jednak jest miejsce na rodzinne wakacje i romantyczny weekend z ukochaną osobą. Każdy znajdzie tutaj to, czego chce.

Do Las Vegas dotarliśmy wcześnie rano, ale mimo to na zewnątrz było już około 40 stopni i nie było najmniejszej bryzy. Na przystanku przy lotnisku zatrzymuje się autobus, którym każdy za darmo dowozi do garażu, gdzie można wypożyczyć samochód. Nawiasem mówiąc, lepiej zarezerwować samochód z wyprzedzeniem. Po pierwsze nie musisz stać w kolejce, ale możesz od razu udać się do swojego samochodu, po uprzednim pokazaniu pracownikowi numeru rezerwacji. Po drugie, rezerwacja on-line będzie Cię kosztować kilka razy taniej. Ogólnie wynajem samochodu w Ameryce jest znacznie tańszy niż w Europie. Jeśli w Europie ceny za wynajem auta zaczynają się od 90-100 euro / dzień, to tutaj braliśmy nowego Forda Focusa za 25 dolarów / dzień.

O wiele wygodniej jest odpocząć w Las Vegas samochodem. Możesz więc zobaczyć znacznie więcej, a przed upałem jest gdzie się schować. Każdy hotel posiada wielopoziomowy parking, na którym można całkowicie bezpłatnie zaparkować samochód. Jeśli nie chcesz jeździć po piętrach parkingowych w poszukiwaniu wolnego miejsca, możesz zostawić samochód na podnośniku (z reguły jest to pierwsze piętro garażu) i będzie on dla Ciebie zaparkowany. Następnie wystarczy poinformować recepcję, o której godzinie należy jechać samochodem. W takim przypadku będziesz musiał dać napiwek osobie, która ją poprowadzi.

Tym razem zatrzymaliśmy się w Hotelu Wenecja. Podjeżdżając do hotelu, masz wrażenie, że naprawdę jesteś w Wenecji. Dwie wieże hotelu są połączone marmurowym mostem, pod którym znajduje się sieć kanałów z krystalicznie czystą wodą, które łączą się w jeden duży kanał. Po kanałach pływają gondole, napędzane przez gondolierzy. Gondolierzy jadący na turystów śpiewają bardzo pięknymi operowymi głosami serenady. Tutaj możesz zobaczyć słynną dzwonnicę Campanile i pałac weneckich Dożów.

Kolejny system kanałów znajduje się wewnątrz hotelu, nad salą kasyna. Zewnętrznie wszystko tutaj wygląda jak na słynnym Piazza San Marco – kolumny, sklepy, restauracje, latarnie, stary zegar, chodnik wyłożony specjalnymi cegłami. Przede wszystkim uderzyło mnie niebo – czyste, błękitne, z lekkimi chmurami. Uświadomiłem sobie, że został narysowany dopiero wtedy, gdy pomyślałem, jak można to zrobić w pomieszczeniu.

Wszystkie korytarze i pokoje w hotelu zostały zaprojektowane w tym samym stylu włoskim. Sufity i podłogi wykonane są z marmuru, ściany i sufity to słynne obrazy. Nawet żyrandole i lampy są przemyślane w najmniejszym szczególe! W licznych butikach można kupić maski, peruki z epoki Casanovy i kostiumy. Możesz znaleźć produkty ze szkła weneckiego. Oczywiście wszystko to jest dość drogie.

Hotel Wenecja słynie z jednego z najdroższych przedstawień na świecie, Phantom of The Opera . Na jego stworzenie wydano 40 milionów dolarów. Spektakl odbywa się w teatrze specjalnie zbudowanym dla tej opery. Wystrój teatru zorganizowany jest zgodnie z najnowszymi osiągnięciami technicznymi, sceneria zmienia się w ciągu kilku sekund, a publiczność natychmiast przenosi się w świat magicznej Opery Paryskiej XIX wieku.

Gdy weszliśmy do sali, od razu zwróciliśmy uwagę na żyrandol, który, jak nam się wydawało, wisi zbyt nisko nad głowami widzów. Myśleliśmy, że to taka atrakcja wnętrza. Akcja rozpoczyna się od aukcji odbywającej się w starym teatrze, na której sprzedawane są pozostałe sztuki teatralne. Pośrodku sceny znajduje się obiekt pokryty starą tkaniną. W momencie, gdy licytator wypowiada słowa – „A teraz nasza ostatnia partia to zepsuty żyrandol, co w jakiś sposób wiąże się z tajemniczą historią Upiora w operze…”, z przedmiotu na scenie zrzuca się tkaninę, a pod nią pojawia się część żyrandola. W tej samej sekundzie żyrandol zostaje szybko wyniesiony ze sceny i podciągnięty do tej części żyrandola, która wisi w widowni. Z drugiego końca widowni wychodzą jeszcze 2 części żyrandola, a cały żyrandol składa się z czterech elementów tuż nad głowami widzów. Jednocześnie z prawej i lewej ściany widowni opadają zasłony, pod którymi znajduje się wiele sztucznych skrzynek, w których siedzą widzowie – atrapy lalek. Wszystko to towarzyszy słynnemu tematowi muzycznemu z opery Muzyka nocy.

Taka ekscytująca akcja nawet skrada skórę. A cała opera rozgrywa się w tym samym duchu. Osobiście miałem poczucie interaktywności i zaangażowania w proces tego, co się działo: aktorzy grali nie tylko na scenie, od czasu do czasu pojawiali się albo z boku widza, potem nagle pojawili się w sztucznym pudełku wśród manekinów, a kiedyś Upiór w operze zawisł nagle na żyrandolu nad publicznością. Ogólnie żyrandol w tej produkcji jest jak symbol dzieła. Akcja cyklicznie do niej powraca, więc siedząca bezpośrednio pod nią publiczność była w ciągłym napięciu.

Dla mnie ten pokaz okazał się najbardziej pamiętnym wydarzeniem w Las Vegas. Warto przyjechać do tego miasta tylko po to, by posłuchać i obejrzeć tę operę. Bilety kosztują około 200 $, ale warto!

Wieczorem w Las Vegas wszystko ożywa, na ulicach pojawiają się setki turystów, każdy hotel rozpoczyna swój mini-show. To choreografia śpiewających fontann w hotelu Bellagio, pokaz muzyki kolorowej z wodospadem w hotelu Wynn, zajęcie statku w hotelu Treasure Island, erupcja wulkanu w hotelu Mirage i wiele, wiele innych ciekawych rzeczy dzieje się w tym bajecznym mieście. Na przykład, przechodząc obok hotelu Planet Hollywood, wpadłem na bohatera Johnny’ego Deppa z filmu Piraci z Karaibów. Idąc kawałek dalej, zobaczyłem w tłumie przechodniów mężczyznę w kapeluszu z magnetofonem w rękach. Przyglądając się bliżej, zdałem sobie sprawę, że to Michael Jackson (aktor wcielający się w niego). Widząc, że ludzie zaczęli zwracać na niego uwagę, ustawił magnetofon na światłach i zaczął cicho tańczyć i nucić, zrobił zdjęcie z tymi, którzy chcieli i dał kilka autografów.

Ciekawostką jest fakt, że główną ulicą Las Vegas jest bulwar lub, jak to się nazywa, Strip, którego długość nie przekracza 7 kilometrów. Warto jechać kilka metrów dalej, a wokół będzie tylko pustynia, uboga roślinność i niewielkie, ale bardzo reliefowe, czerwonawe góry. Tutejsze dzielnice mieszkalne są takie same jak w pozostałej części Ameryki – jednopiętrowe budynki, sklepy, kawiarnie, fast foody, banki, stacje benzynowe … Trudno sobie wyobrazić, że niedaleko stąd jest całe imperium rozrywki, płoną miliardy świateł i wszędzie słychać brzęk monet. …

Kończąc opowieść o Ameryce, powiem, że w tym kraju nie da się nie zakochać. Oczywiście opinii na ten temat jest wiele, ktoś ją kocha, ktoś jej nienawidzi, ktoś dokładnie traktuje Amerykę i ktoś marzy o tym, żeby tam mieszkać. Ale żeby zrozumieć Amerykę i nasycić się jej kulturą, wystarczy ją odwiedzić.

Julia Wisniewski
Julia Wisniewski
Rate author